Miejsce: Afryka. Misja: leczyć zęby

- W Kamerunie zdarzało mi się rwać zęby na fotelu ginekologicznym, a nawet w kościele, na krześle, na którym zasiadał podczas mszy ksiądz – opowiada lek. dentysta Szymon Chełstowski z gabinetu Twój Dentysta w Grójcu, który pracował kilka miesięcy na misji w Afryce. – Pobyt w ośrodku misyjnym w Kamerunie nauczył mnie cierpliwości i sprawił, że bardziej doceniam warunki, w jakich mogę leczyć pacjentów na co dzień w Polsce.

Skąd pomysł wyjazdu do Kamerunu z misją medyczną?

Organizował te wyjazdy doktor Konrad Rylski. Zainspirował mnie podczas jednego z wykładów i dość szybko się zdecydowałem. Wyjazd finansowała Fundacja Pomocy Humanitarnej Redemptoris Missio z Poznania. Na miejscu opiekowały się mną siostry zakonne.

Gdzie Pan działał?

Pracowaliśmy głównie w miejscowości Abong-Mbang w Kamerunie. To stolica departamentu Haut-Nyong. Okolice zamieszkiwali przedstawiciele kilku plemion – m.in. Maka, Fulbe i Bamileke. Naszą bazą był dom zakonny, przy którym funkcjonowała szkoła i przychodnia zdrowia.

Czy na miejscu był już gabinet?

Do mojej dyspozycji były narzędzia oraz stary fotel dentystyczny. Nie był on jednak podłączony. Uruchomiłem go, pracując z Dr Rylskim. Aby korzystać jednak z fotela, w gabinecie musi być prąd. A tego bardzo często brakowało. Energia elektryczna była z przerwami dostarczana z sieci publicznej i praktycznie tylko w krótkich okresach można było zajmować się leczeniem stomatologicznym (zakładaniem plomb). Czasem mieliśmy dostęp do agregatów prądotwórczych, ale niestety dawały one prąd o nieregularnym natężeniu, przez co można było uszkodzić sprzęt. Gdy nie było energii elektrycznej, pracowałem z lampką na czole i zajmowałem się głównie usuwaniem zębów. Pobyt w ubogich częściach Afryki uczy pokory i cierpliwości oraz pomysłowości w pokonywaniu przeciwności. Podziwiam siostry i zakonników, którzy decydują się na wieloletni pobyt w takich miejscach. Uważam, że są to osoby, które mają w sobie dużo energii i siły oraz są gotowe do prawdziwych poświęceń dla innych. Nawet w toku mojego krótkiego wyjazdu mogłem zauważyć, że po pierwszym oczarowaniu egzotyką przychodzą dni, w których rzeczywistość jest przytłaczająca. A co dopiero przy wieloletnim pobycie.

Czasem trzeba pracować w kościele... 

...a czasem fotel dentystyczny jest efektywnie zastępowany przez fotel ginekologiczny.

 

Czyli większość zabiegów polegała na usuwaniu zębów?

Niestety, wielu pacjentów miało zęby w tak złym stanie, że często jednej osobie trzeba ich było kilka usunąć. Niektórzy żyli z bólem zęba wiele miesięcy, ponieważ nie mieli dostępu do profesjonalnej pomocy. Ludzie radzą sobie w takich przypadkach sami, pomagają im też szamani, którzy mają swoje metody. Używają różnego rodzaju zagniotów, które są wkładane do zębów i uśmierzają ból. Funkcjonują też sposoby, których używano kiedyś w Polsce – ludzie wlewają sobie np. do zębów różnego rodzaju kwasy, które uśmiercają tkanki, powodując ustąpienie bólu. Sam organizm też ma pewne mechanizmy obronne - powstają przetoki, dzięki którym miejsca objęte stanem zapalnym w pewnym stopniu się oczyszczają. Niektórzy miejscowi próbowali sobie te bolące zęby sami wyrywać. W związku z tym, część naszych zabiegów polegała na dokończeniu takich domowych „operacji”. Często zgłaszali się do nas pacjenci, którzy przy próbie samodzielnego wyrwania sobie zęba, połamali go, ale całkowicie nie usunęli. W warunkach polskich wiele z tych zębów, które wyrywałem, mógłbym uratować. Niestety, nie miałem tam możliwości leczenia kanałowego.

Czy pracował Pan w jednym miejscu?

Oprócz działania w przychodni, wyjeżdżaliśmy w teren i pracowałem, gdzie tylko było można. Zdarzało mi się rwać zęby na fotelu ginekologicznym, a nawet w kościele, na krześle, na którym zasiadał podczas mszy ksiądz. Praca lekarza w takich miejscach w Afryce wymaga pomysłowości i skupienia na celu. Nie można narzekać. Trzeba wykorzystać jak najlepiej czas i otoczenie, aby wykonać zabieg. Niektórzy ludzie wędrowali do nas wiele kilometrów pieszo, aby usunąć bolący ząb. Nie można było przekładać zabiegu w oczekiwaniu na lepsze warunki. Czasem nie było nawet porządnego krzesła. Wtedy jako fotel służył… inny pacjent. Jedna osoba siadała drugiej na kolanach, ja usuwałem ząb, a potem następowała zamiana miejsc i kolejny zabieg. Najważniejsza była lampka na czole i znieczulenie pacjenta. Po zabiegu mieliśmy do dyspozycji także antybiotyki i leki przeciwbólowe.

Pana metody były jak podejrzewam mniej uciążliwe, niż te stosowane przez szamanów. Czy pacjenci w Afryce mniej bali się dentysty niż w Polsce?

W Polsce reakcje są dość uśrednione. Każdy się trochę boi, ale mamy też świadomość, że dentyści stosują znieczulenie i mają nowoczesny sprzęt. Jeśli odwiedzamy regularnie stomatologa, nie obawiamy się już bólu, bo wiemy, co nas czeka. W Afryce reakcje moich pacjentów były skrajnie różne. Niektórzy wyglądali, jakby perspektywa zabiegu u dentysty nie robiła na nich żadnego wrażenia. Zachowywali się tak, jakby przyszli z wizytą do fryzjera. Byli też tacy, którzy przed zabiegiem płakali, krzyczeli. Pacjenci nie zawsze też ufają lekarzom. Słyszałem o przypadkach, w których lekarze działali pod ogromną presją. Np. sytuacja, w której lekarze przeprowadzali operację w domu, a na podwórku stał nieufny i rozemocjonowany tłum. Wiadomo było, że jeśli operacja się nie uda to medycy będą mieć duże problemy. Z tyłu domu czekał na nich ksiądz w samochodzie z uruchomionym silnikiem... 

Czy wasze działania były ograniczone brakiem środków medycznych?

Leki i sprzęt nie były największym problemem. Najdotkliwszy kłopot to brak prądu. Siostry w Abong-Mbang zorganizowały bardzo dobre zaopatrzenie w środki medyczne, ale niesienie pomocy na szerszą skalę utrudnia także brak lekarzy. Na cały ogromny region przypadało 2-3 lekarzy. Dostęp do stomatologa był lepszy w stolicy i większych miastach, ale ceny usług były dużo wyższe niż w Polsce.

 

Prawdziwy dentysta powinien w swoim życiu nie tylko zasadzić drzewo, ale także zamontować fotel stomatologiczny...

...i naprawić most na drodze do gabinetu ;).

Czy dieta w Kamerunie wpływa na mniejszą liczbę przypadków próchnicy niż w Europie? Dużo mówi się o tym, że szkodzi nam zajadanie się słodkościami.

Światowi dystrybutorzy słodzonych napojów gazowanych docierają wszędzie. Podobnie jest ze słodyczami. Na rynkach Afrykańskich są też lokalni przedstawiciele tych branż. A zatem miejscowi nie zajadają już tylko, jak by się nam mogło wydawać, ziemniaków, manioku i owoców. Podobnie jak my, mają dostęp do żywności przetworzonej i słodyczy. A jednocześnie poziom codziennej higieny i pielęgnacji zębów jest o wiele niższy niż w Europie. Ludzie nie kupują powszechnie szczoteczek i pasty do zębów, mają inne zmartwienia. Podczas naszej pracy, rozdawaliśmy szczoteczki i pastę w szkołach oraz prowadziliśmy akcje edukacyjne w zakresie profilaktyki próchnicy.

Jak Pana zdaniem można najefektywniej pomagać ludziom zachować zdrowe zęby w takich krajach jak Kamerun?

W obliczu braku lekarzy i warunków do leczenia najlepszą inwestycją jest profilaktyka i higiena. Wyrabianie nawyków mycia zębów, dostarczanie nawet tak podstawowych rzeczy jak szczoteczki i pasty do zębów to najtańsze sposoby na to, aby ludzie mogli zachowywać jak najdłużej zęby. Dużo trudniej poradzić sobie z kosztowną organizacją gabinetów, sprowadzaniem oraz utrzymaniem lekarzy. Warto jednak zauważyć, że nawet w Polsce edukacja nie działa na tyle, aby ludzie nie potrzebowali poważnych zabiegów. Istotny jest też poziom zamożności społeczeństwa. Jeśli ludzie martwią się, za co kupić żywność, trudno się spodziewać, że będą wydawać pieniądze na nić dentystyczną. Problemem w Kamerunie jest tez brak powszechnego dostępu do bezpłatnej służby zdrowia. Za wszystko trzeba płacić. Nie są to wygórowane kwoty, ale części społeczeństwa na to nie stać.

 

Profilaktyka to jeden z najtańszych sposobów ratowania uzębienia w biednych rejonach świata. Dobrze używana szczoteczka do zębów i nić dentystyczna to tania i efektywna broń w walce z próchnicą.

Jak wyglądał Pana typowy dzień?

Rano wsiadałem na motor i jechałem do przychodni, w której oczekiwali pacjenci. Czasem było ich już tam wielu, a czasem nie pojawiał się nikt. Obsługiwałem praktycznie wszystkich, którzy przychodzili. Większość zabiegów to usuwanie zębów – po prostu wykonywało się to, co było najpilniejsze i sprawiało pacjentowi ból oraz najwięcej problemów. Czasem pracy było bardzo dużo. Mój rekord to 130 zębów usuniętych w 2 dni. Jednej pacjentce musiałem usunąć aż 14 zębów w ciągu jednego dnia. Ta kobieta wędrowała do mnie cały dzień i gdybym nie usunął jej wszystkich wymagających interwencji zębów, po powrocie do domu nadal by cierpiała. Oczywiście nie można po tym wnioskować, że ludzie w Kamerunie mają zęby w tak tragicznym stanie. Do Misji zgłaszali się ludzie dość biedni, którzy nie mieli ani wyrobionych nawyków w zakresie dbania o zęby, ani dostępu do lekarzy. Wśród bogatszych Kameruńczyków, sytuacja jest o wiele lepsza.

Czy usunięcie 14 zębów nie jest groźne dla pacjenta?

Oczywiście nie jest to codzienna ani normalna sytuacja. Największym zagrożeniem jest ryzyko krwotoku, ale rany można zaszywać. W przypadku tej pacjentki obyło się bez komplikacji.

 

Szymon Chełstowski z wizytą w wiosce Pigmejów.

Agregat prądotwórczy, który zastępował dostawy prądu z sieci. 

Po ciężkiej pracy solidny posiłek - potrawka z węża. Oczywiście po usunięciu zębów... jadowych.

 

Jak porozumiewał się Pan z pacjentami?

Opanowałem dość szybko podstawowe zwroty, które wystarczały do komunikacji podczas zabiegów, takie jak „ukłuję”, „proszę się nie ruszać”, „znieczulam” itp. Ludzie w Kamerunie znają też bardzo często język francuski. W przypadku starszych pacjentów, którzy posługiwali się jakimiś bardziej unikalnymi językami, tłumaczyli nasze rozmowy miejscowi, którzy mówili po francusku.

Czy pobyt w Kamerunie pomógł się Panu rozwinąć, czy też był to po prostu okres ciężkiej pracy?

W zakresie rozwoju umiejętności zawodowych na pewno nabyłem dużo doświadczenia i zręczności w zakresie usuwania zębów i radzenia sobie z trudnymi przypadkami. Ilość zabiegów ekstrakcji była ogromna – w Polsce wykonywałbym je co najmniej przez kilka lat. W sensie ogólnym na pewno nauczyłem się cierpliwości oraz bardziej doceniam to, w jakich warunkach mogę pracować na co dzień.